Od czego by tu zacząć? Może od tego, że raz na jakiś czas warto napisać coś na blogu, a potem to spokojnie odczytać za jakiś czas, wchodząc w odmęty archiwum. To robię często i jest to miłe uczucie.
Ostatnio przyznam się, że nie mam czasu na zdjęcia i fotografowanie bo musiałem trochę odpocząć. Zwyczajnie zamknąć torbę z aparatem, schować do szafy i zająć się głupotami. Brakowało mi tego.
Fotografowanie jest ważne, ale ważny jest też spokój ducha i siła ciała. Dlatego też zacząłem biegać. Nigdy tego nie lubiłem bo uważałem, że jest to nudne i męczące. Wolałem pograć w piłkę czy w jakiś inny fajniejszy sposób się zmęczyć, wyżyć.
Kiedy jednak przebiegłem swoje pierwsze 1,8 kilometra z jęzorem do ziemi i atakiem serca koło punktu dystrybucji kebabu oraz generalnie śmierci na jawie, odkryłem, że bieganie ma dwie zalety: człowiek lepiej się czuje i może walczyć ze swoimi słabościami. Dziś przebiegłem moje pierwsze 5 kilometrów bez większej zadyszki. Było o dziwo przyjemnie.
Przyjemne jest też snucie o podróżach. To chyba jedna z trzech, może więcej rzeczy o której myślenie sprawia mi prawdziwą przyjemność. Ostatnio tak się złożyło, że mój kalendarz przyprawia mnie o wielkie pokłady dobrej energii. I tego będę się trzymał.
Obok leży pies i łapy wydzielają zapach kukurydzy.



















Moja ostatnia wizyta w jednym z bardziej (a może naj?) PRL-owskich miejsc w Warszawie. Dlaczego? Bo w niedzielę zamykają i wyburzają. Pożegnałem się i wróciłem do domu.


Dziś będzie inaczej. Może trochę fotograficznie, może nie, ale praktycznie i codziennie. Z telefonu korzystam bardzo często (niestety ;) ale chciałem się z wami podzielić moimi top aplikacjami, które w zasadzie są w użyciu ostatnio codziennie (facebooka czy twittera nie wliczam):
Te dni to okres kiedy staję z aparatem w miejscach ważnych dla Warszawy, historycznych, politycznych. Miejscach gdzie zjawiają się najważniejsi ludzie, którzy rządzili i nadal to robią. Aparat pozwala obserwować, być trochę bliżej niż to jest możliwe. Tam wzruszony Powstaniec, tam mała dziewczynka, znana osoba z zamkniętymi oczami czy jeden z czołowych polskich polityków który wygląda jak by ronił łzy. Ludzie rozpoznawani tylko poprzez ekran telewizora czy monitora, na żywo, okazują swoje zwykłe twarze. Czasem wdaje się, że są tak normalnie, bliskie, że człowiek nie wierzy w ich stany negatywnych emocji skierowanych w drugiego człowieka. Wszyscy jesteśmy ludźmi.
4 lutego 2014 na Dworcu Centralnym spotkałem Sławka Opalę. Najtwardszego faceta jakiego poznałem. Pierwowzór Despera w serialu Pitbull. Ta fotografia miała jeszcze poczekać na swoją publikację…
Z wielkim przerażeniem przyjąłem wiadomość o tym co stało się w zeszły czwartek. Gdzieś już napisałem, że godzinę przed katastrofą samolotu MH17, zerkałem w niebo, używając jednej z moich ulubionych aplikacji do śledzenia ruchu lotniczego (augmented reality). Co prawda patrzyłem na zachód, a wspomniany samolot, właśnie leciał 70km od miejsca w którym stałem dokładnie na północ. Staram się unikać politycznych tematów bo wydaje mi się, że w mojej głowie nie ma na to zbytnio miejsca, jednakże w czwartek (w zasadzie nadal to trwa) połączyły się dwie rzeczy, które moja głowa chłonie jak sucha gąbka wodę. Lotnictwo pasażerskie i Rosja.
Jadąc autem usilnie starałem się ustawić radio, które idealnie trafi w mój gust, a raczej nastrój. Wąskie kręte drogi i brak sensownych rezultatów. Złapałem się na tym, że żadna z tych stacji nie nadaje niczego ciekawego. W rejonach odległych od większych miast, radio w samochodzie odbiera kilka głównych stacji, które leją się nudą. Nie dokończyłem. Złapałem się na tym, że nie mam Spotify w aucie. To uzależnia. Dobra muzyka uzależnia, a nie tylko największe przeboje.