Deszcz na Wiśle

53675367-25367-35367-45367-55367-65367-75367-85367-95367-105367-115367-125367-135367-145367-155367-165367-175367-18
Wstaliśmy o 4:20 by na polu przywitać wschód słońca. Gdzieś w sadzie buszowała sarna, która jak tylko nas zobaczyła uciekła między drzewka pełne wiśni.

Kilka dni w Kazimierzu Dolnym zrobiły nam dobrze.

Jedność

5366Wczoraj w parku Ujazdowskim sfotografowałem Olę i Piotrka.

Długa droga do domu

Korea Północna | Długa Droga Do Domu | Robert DanielukGeneralnie tematyka związana z dalekim wschodem należy do tych rzeczy, którym lubię poświęcać swój czas i głowę. Jakiś czas temu w moje ręce wpadła kolejna książka o Korei Północnej. Nie ukrywam, ale na mojej liście miejsc do zwiedzenia jest absolutnym numerem jeden. Obecnie słabo osiągalnym z różnych powodów. „Długa droga do domu” to w skrócie wspomnienia mieszkańca Korei Północnej, który z bardzo wysokiego stanowiska spada na sam dół. Chociaż jest to dół nie do opisania. Trafia do najgorszego Obozu Pracy w Korei Północnej, z którego przeniesiony zostaje do innego, lżejszego. Z tego ostatniego ucieka. To nie jest zwykły obóz koncentracyjny, a miejsce z którego zwyczajnie nie da się uciec, nie mówiąc o przeżyciu.

Kiedy wspominamy to co działo się podczas II Wojny Światowej i niemiecki obóz w Oświęcimiu to trzeba pamiętać, że akcja tych wspomnień to rok 2000, a obozy pracy nadal działają w Korei Północnej. Główny bohater zabiera nas w podróż po swoim życiu i przeżyciach w tych miejscach o których nawet mi ciężko sobie wyobrazić – istnieniu.

Ten kraj bardzo mnie fascynuje. Przecież wiosną 2011 roku byłem 200km od granicy z Koreą i z żalem muszę przyznać, że plan dotarcia nad jej granicę nie powiódł się. Lecąc samolotem miałem jakieś banalne wizje, że gdzieś z okna Tupolewa 204 będzie widać Koreę. Niestety.  Kilka dni później odwiedziłem biuro podróży w Pekinie, które świadczyło usługi związane z podróżą do KRLD (Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna). Będąc w małym parku nad brzegiem oceanu we Władywostoku, patrzyłem na białe krawężniki i małe drzewka. Światło było tam tak znacząco inne jak w Warszawie. Pomyślałem sobie, że ten obraz pasuje mi jak ulał do dokumentów o KRLD. Człowiek w swojej głowie tworzy jakieś wizje, zestawy obrazów wyimaginowanych, podpartych tym co widział. Chodzi tu głównie o fakt, że kiedy coś się zobaczy na żywo to coś się zatraca, ale niekoniecznie. W moich snach regularnie wracam do najbardziej magicznego miasta jakie miałem okazję zobaczyć. Prypeć koło Czarnobyla. Lubię te sny, chociaż rano po przebudzeniu odczuwam pewne rozczarowanie. W aparacie fotografii brak, które powstały podczas sennych podróży, powrotów.

Zawsze fascynuje to czego nie znamy, a kraj ten wydaje mi się taką zagadką, że chciałbym tam kiedyś pojechać. Rozum zaraz weryfikuje czym jest ten kraj i co tam się dzieje i nadal numer jeden odkładany jest na kiedyś. W chwili kiedy przeczytałem ostatnie zdanie tej książki, musiałem odczekać by wrócić do naszej szerokości i wysokości geograficznej.

Polecam ją każdemu bo czasem warto spojrzeć na swoje życie z zupełnie innej perspektywy i docenić to co się ma, co niby wydaje się nudną codziennością to jednak. Tak jak jadąc kiedyś samochodem w nocy zabrałem autostopowiczkę, coś czego nie robię. Chwilę przed tym impulsem do zatrzymania, rozmawiając z samym sobą zastanawiałem się nad swoim życiem. Pytania: jak jest, jakie jest, czy jest dobre? Kiedy przez 60km moja towarzyszka podróży streściła mi czym się zajmuje, jak wygląda jej życie i jak spadła na dno, postawiłem się do pionu, ciesząc się z każdej najmniejszej rzeczy. To i dla mnie była długa droga do domu.

Fotografię po lewej zrobiłem w grudniu 2011. Jest to napis na budynku Ambasady KRLD w Warszawie. Wiosną tego roku już go nie widziałem.

Martwy horyzont

535453555356535753585359
536053615362

Zaniedbałem swojego fotobloga. Przyznaję się bez bicia. Dlatego od dziś wracam z pełną mocą i będę ponownie starał się aktualizować codziennie. Luki w dokumentacji, brak czasu na fotografowanie dla siebie, szukanie wymówek jest naiwne, ale też najprostsze. Koniec.

W chwilach takich jak te uruchamiam moje archiwum i przywołuję swoje wspomnienia, które zostają zapisane jako fotografie i myśli we mgle, zawarte w mojej głowie. Odwoływanie się do wspomnień jest bardzo ważne, a fotografia (żadne odkrycie) jest głównym elementem tego procesu, zazwyczaj przyjemnego. W głowie i przed oczami następuje jakiś bliżej nie określony wir, który jak pokaz slajdów zarzuca nas różnymi obrazami z naszego życia. Z zasady posiadają kilka nici powiązań co zrozumiałe jest tylko dla jednej osoby.

Fotografia jest bardzo ważna, zatem fotografujmy.

1) Masada / Izrael
2) Cold Spring  / USA
3) Opole
4) Sopot
5) Ciszyca
6) Góry Stołowe (jesień) / Polska
7) Góry Stołowe (wiosna) / Czechy
8) Warszawa
9 ) Warszawa

Praskie chłopaczki

Warszawska Praga
Będąc ostatnio na Pradze znalazłem się w dosyć ciekawym miejscu, trochę jak by wyjętym z rzeczywistości, a jednocześnie pozwalający poczuć się jak w Warszawie sprzed 60/70 lat.

Między jednym, a drugim podwórkiem w murze była dziura. Przemknąłem na jego drugą stronę. Tam wielkie podwórko otoczone kolejnymi murami i ścianami kamienic. Wszędzie nieład, praskie twarze i dzieci. To letni ciepły dzień, który kończy się burzą.

Dzieci patrzyły na mnie i to co robię. Krzyczały, że za ich fotografowanie chcą 100zł, obróciłem to w żart i pokazałem im jednym gestem, że nie jestem tym zainteresowany. Zresztą klimatu warszawskiej Pragi nie czułem nigdy, a kamienic nigdy z wielkim zafascynowaniem nie fotografowałem. Generalnie wizyty tam traktuje jako przymus związany zazwyczaj z pracą lub odbiorem przedmiotów z Allegro. Obok za murku wyszedł znany mi dziennikarz Wiadomości TVP, który realizował jakiś krótki materiał o metaamfetaminie, w krzakach miedzy jedną, a drugą kamienicą grupka lokalsów łyk za łykiem opróżniała butelki z zimnym piwem i chociaż nie piję alkoholu, chętnie bym takie zimno piwo zaliczył.

Po godzinie kręcenia się koło dziury w murze, dzieciaki zaczepiły mnie i poprosiły o zdjęcie. Z góry ktoś patrzył, palił papierosa i splunął w moim kierunku. Spojrzałem na zegarek była godzina 18. Z północy zbliżały się ciemne chmury.

4 lipca

4 lipca
4 lipca. Amerykański Dzień Niepodległości.

Basen rezydencji Ambasadora USA w Warszawie.

Linie

Linie
Muszę jasno przyznać, że tematyką roku 44 jestem delikatnie rzec ujmując przejedzony, jednak zawsze mnie jakoś poruszają historie przedmiotów i miejsc związanych z tamtymi dniami. Dziś trafiłem na plan filmowy gdzie grają prawdziwe bronie, które zresztą są trzonem tej historii.

Podczas przerwy zeszło się parę osób w tym aktorzy czekający na nową scenę i wszyscy z zainteresowaniem oglądali rewolwer, który na rękojeści miał wyryte kreski. Tyle ile pozbawionych istnień, tyle małych tych linii…prawie dziesięć.

Kiedy tylko pojawi się ten film, opublikuję więcej fotografii.

23 czerwca

23 czerwca
Kawałek drogi od miasta było wielkie pole pełne żyta. Weszliśmy między kłosy i delektowaliśmy się pierwszymi dniami lata.