
Ostatnie kilka dni, a nawet ostatnie dwa tygodnie były dla mnie okresem bardzo wytężonej pracy. Dlatego dziś korzystając z chwili wolnego, postanowiłem pospacerować nad Odrą w Opolu. Przyznam się, że odkrywanie nowych małych miejsc bywa szalenie relaksujące. W szczególności kiedy te moje „ciepłe chodniki” zachęcają do spacerowania, poczucia wolności, spokoju. Tak chyba najbardziej odpoczywam. Z aparatem przewieszonym przez szyję. I pamiętajcie. 10 tysięcy kroków dziennie.
Gość w dom

Dziś jeśli powiesz, że nie chcesz arabskich gości w swoim domu jesteś złym człowiekiem. Dlatego nie będę pisał jakie mam zdanie na ten temat. Z drugiej strony Ci, którzy oddadzą swoje łóżko arabskim braciom i siostrom, któregoś dnia dostaną biegunki od narodowej (jeszcze) potrawy polaków: kebaba.
Podróż

Pendolino. Kierunek południe.
Most Średnicowy. Warszawa
Brewol

Jacek vel Brewa, nazwisko podobne do mojego.
Spotkanie po latach.
Małe morza

W głośnikach jeden utwór. Kiedy człowiek montuje obraz ruchomy, ten utwór przestaje mieć taką energię i skojarzenia jak przed przydzieleniem go pod konkretny obraz, zestaw obrazów. Tak jest i dziś. Czarne chmury, potem słońce. Pięknie.
Hotel Cosmos

Listopad 2014. Razem z Dawidem lądujemy w Hotelu Cosmos (poprzedni wpis) blisko głównego dworca w Kiszyniowie, stolicy Mołdawii. To miejsce w które chciałem trafić. Jak tylko zobaczyłem go, czułem że jeśli w nim nie będę spał to mój wyjazd nie będzie taki jakim go sobie wyobraziłem. Z czasem kiedy wspomnienia powoli zmieniają swoje barwy to jednak w głowie chyba najbardziej zapadł mi zegar tuż pod sufitem hotelowej recepcji. Stary, radziecki z lat 80-tych. Generalnie cały ten hotel to jeden wehikuł czasu. Brakowało tylko podsłuchów i tajnych agentów na korytarzach.
Jakub i jego Dublin

Jakub pozuje mi w swojej warszawskiej pracowni trzymając w dłoni rzecz z której czerpie materiał do swojego nowego projektu. To jeden z wielu tomów radzieckiej encyklopedii. W tym tomie chroniony bibułką obraz Stalina z wielkim czarnym wąsem. W innym egzemplarzu pomogłem mu wyszukać definicję „Dublin”. Jakub wykłada (jeśli to tak można nazwać) na warszawskiej ASP i robi takie cuda:
Droga na Sochaczew

Droga na Sochaczew, kojarzy mi się ze starą alternatywną drogą do Łodzi lub Poznania. Kilka razy jechałem nią do szkoły, jeszcze starym samochodem.
Wojtek

Wojtka poznałem kiedyś na demonstracji, a w zasadzie na wielkim wiecu poparcia PO, PiS i LPR który miał miejsce chyba w 2006 roku. Już wtedy „znałem go” przez fotobloga, tak jak większość osób których fotografie robiły na mnie wrażenia, czy zwyczajnie wypadało takie osoby śledzić. Pamiętam, że zaczepiłem Wojtka by poznać go „w realu”, ale powiedział, że nie ma czasu i pobiegł fotografować. Potem napisał mi maila, że przeprasza, że musiał lecieć i nie miał czasu pogadać. Przez te prawie 10 lat mieliśmy okazję spotykać w różnych miejscach, na różnych wydarzeniach, a do tego razem z Kasią spotkaliśmy Wojtka podczas pobytu Prezydenta Komorowskiego w Nowym Jorku. Pamiętam jak Wojtek na płycie CD dał mi kilka zdjęć z Czarnobyla (jak ja mu zazdrościłem!) do mojej pracy licencjackiej. Dzień później Wojtek dowiedział się, że wygrał nagrodę World Press Photo. Dziś jest moim sąsiadem i wtedy nie sądziłem, że będziemy sobie sączyć razem czaj i gadać o fotografii.
Wojtek w rękach trzyma (już mój) album w którym są fotografie z 5 lat urzędowania Bronisława Komorowskiego jego oraz jego kolegów po fachu.
Wisłomyśli
Wisła straciła dużo wody. Bardzo dużo. Przecież pamiętam te chwile kiedy w 2010 ludzie przychodzili nad jej brzeg by zobaczyć wysoki poziom. Dziś Wisła jak by ledwo żyła, powoli pełzając po jeszcze mokrym dnie. Dziwne to uczucie obserwować tak złe jej samopoczucie, a na dodatek tego ludzie, którym daje życie, a oni pozostawiają po sobie cały ten cholerny syf.











