Kierunek tajemnice

_ROB6953 _ROB6959 _ROB6983 _ROB6997 _ROB7016 Jacek Podemski _ROB7042 _ROB7044 _ROB7070 _ROB7075 _ROB7084 _ROB7091 _ROB7112 _ROB7114 _ROB7138 _ROB7150
Są takie zaproszenia których nie można odrzucić, tak właśnie było tym razem. Dziennikarz i autor mojego ulubionego programu w TV o tematyce urbexowej „Wstęp wzbroniony” (opuszczone miejsca etc.) Jacek Podemski, zorganizował krótki wypad w Góry Sowie. Nie zastanawiając się, spakowaliśmy się i pojechaliśmy w góry. Nie przepadam za zorganizowanymi wycieczkami (powyżej 4 osób), ale tutaj sprawa miała się zupełnie inaczej. W jednym miejscu spotykają się ludzie o podobnych zainteresowaniach i jednym głosem wchodzą w zimne, opuszczone miejsca, pełne historii. Tak było właśnie tym razem.

Tęskniłem za Sudetami, najpiękniejszymi górami na świecie.

CDN.

PS. Nie szukałem złotego pociągu ;)

Pierwszy chłód

Czas

Przebudziłem się w nocy. Przerwa między jednym, a drugim snem. Zawsze wtedy wstaję i patrzę przez okno, uchylone, to była wyjątkowo zimna noc.

Pałac

Pałac Kultury i Nauki
Ten budynek mnie fascynuje.

Prosto

RODA6643 RODA6662
Mam nowe buty. Takie które wydają dźwięk stuknięcia kiedy idę po chodniku. Coś w tym dźwięku jest co trudno mi opisać, trochę taki stan jak podczas słuchania o 12:00 w radiowej jedynce kroków hejnalisty z Krakowa. Drewno. Stukot. Kroki. Proste rzeczy. Ten chodnik w tych czy innych butach wydaje się najlepszym miejscem do delektowania się rzeczywistością. Ja to zwyczajnie kocham.

Spokój

Wiatrakowo_RODA6449Wiatrakowo_RODA6455Wiatrakowo_RODA6457Wiatrakowo_RODA6470Wiatrakowo_RODA6482Wiatrakowo_RODA6489Wiatrakowo_RODA6496Wiatrakowo_RODA6506Wiatrakowo_RODA6534Wiatrakowo_RODA6548Wiatrakowo_RODA6554Wiatrakowo_RODA6566Wiatrakowo_RODA6573Wiatrakowo_RODA6579Wiatrakowo_RODA6580Wiatrakowo_RODA6582Wiatrakowo_RODA6589Wiatrakowo_RODA6590Wiatrakowo_RODA6594Wiatrakowo_RODA6600Wiatrakowo_RODA6606Wiatrakowo_RODA6615Wiatrakowo_RODA6629
Ostatnio brakowało nam czystego spokoju, wyjazdów do miejsc pięknych, pobycia z daleka od wszystkiego.

Garaż

RODA6417 RODA6418
Lubię czyścić swój samochód. Wyrzucać kilogramy paragonów i pustych butelek tysiąc.

50 dni

11363667_1646857152239132_16423145_n 11427413_1623765854565979_745518085_n 11848923_997487686980033_1121062114_n 11848954_611098565699682_1651577689_n 11849461_510926002407378_1213075396_n 11850278_1658285651061771_867018973_n 11881889_1629372184018758_1558504432_n 11887116_1237856986231471_913857961_n 11917931_1648486232094291_1394937145_n  11934861_493923437450047_2125598390_n 11950743_868183589932773_794119048_n
50 dni. Wystarczy tylko tyle by wśród fotografii ułożyć sporą ilość historyjek.

Strach przed nieskończonością

Sputnik
Mam takie przebłyski z mojej pamięci w których widzę bliżej nie określone emocje, uczucia, myśli, nawet ciężko mi jest to opisać. Jedną z takich formacji myśli jest kosmos. Chyba każdy z nas tak ma, że czasem stoi w bezchmurną noc i zadziera głowę w górę i patrzy na gwiazdy. Ja też patrzę w niebo, widzę kosmos i nieskończoność. Kiedy zapadam w pętlę rozmyślań o braku granicy w kosmosie odczuwam, jak jestem mały, problemy wydają się takie micro. Tuż obok tego stoi cała historia związana z podbojem kosmosu, szczególnie wszystko co związane z jej radziecką częścią.

Przypomina mi się taka układanka w której widzę granatowe dresy (koniec lat 80-tych), należące do syna Cioci Nadi. Tak na nią mówiłem, która przekazała mojej Mamie przepis na najlepsze ciasto świata, moje ulubione. To nie była moja prawdziwa Ciocia, tylko żona radzieckiego wojskowego. Takie były czasy, a ja pamiętam jak siedziałem u nich w mieszkaniu w towarzystwie jej dwóch synów (tak mi się wydaje). Nie pamiętam czy mówili po polsku, mało co pamiętam, ale jednak jakiś czas spędziłem w tej rosyjskiej Rodzinie, sąsiedzi, ja nie mam w sobie żadnych urazów.

Potem Muzeum Techniki w Pałacu Kultury i Nauki, makieta Sputnika, to chyba część układanki, która jednak najmocniej gra w tej całej zabawie przywoływania myśli. Potem wracałem do tego Muzeum co jakiś czas, ale nigdy nie udało mi się zobaczyć go ponownie. Pamięta ktoś z Was kapsułę która była przy wejściu do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie? Wyobrażacie sobie moją minę kiedy pewnego dnia ona wyparowała? Ten Sputnik to także symbol pierwszego podboju kosmosu i właśnie 4 października minęła kolejna rocznica (1957). Ten Sputnik to także Muzeum Kosmonautyki w Moskwie, które musiałem zobaczyć i zobaczyłem w 2011 roku. Notatki w zeszycie Gagarina, kapsuły kosmiczne czy replika statku kosmicznego Vostok i te granatowe dresy radzieckich kosmonautów. Coś magicznego co dotknęło kosmosu, chociaż my wszyscy jesteśmy jego częścią. Sputnik – Gagarin – Vostok. Ten klimat mnie szalenie inspiruje. Mozaiki na ścianach socrealistycznych budynków czy pomniki zdobywców kosmosu. Marzenie o spotkaniu z Hermaszewskim.

Do tego też trzeba dołożyć tą historię odkrytą przez włoskich braci, którzy przez swoją radiową antenę odkryli radziecką śmierć w kosmosie (Artykuł „Zagubieni w przestrzeni„), to uzmysławia mi o tym strachu przed nieskończonością. Ta historia mnie mrozi, przeraża, czuję na sobie ten klaustrofobiczny strach.

Kosmos więc jest piękny ale też i straszny, dlatego mimo moich marzeń o nim, wolę pozostać na ziemi i zadzierać głowę w górę i wyobrażać sobie, że odbieram sygnał ze Sputnika. Beep, beep, beep…i to ma mi przypominać o korzeniach inspiracji.

Leśnik

RODA6259 RODA6265 RODA6267 RODA6273 RODA6278 RODA6287 RODA6292 RODA6304 RODA6308 RODA6314 RODA6316 RODA6321 RODA6327 RODA6330 RODA6348 RODA6354 RODA6362 RODA6364 RODA6371 RODA6378 RODA6384 RODA6387 RODA6391 RODA6394 RODA6404 RODA6406
Opuszczony i zapomniany ośrodek wypoczynkowy Leśnik w Jarnołtówku w Górach Opawskich. Idealna niedziela.

Fotografie

Krzysztof Miller Wojciech Grzędziński / Bronisław Komorowski z Mamą Krzysztof Miller

Dzisiejszy dzień był dniem wernisaży. Pierwszym był wernisaż Magdy i jej pierwsza wystawa na której pokazała swój cykl „7 a.m.”. To ważna chwila, dla tych osób które tworzą i chcą poczuć coś więcej niż Internetowy świat „lajków”, ale nie chcę o tym dziś pisać.

Obecnie w Opolu trwa 5 OFF (Opolski Festiwal Fotografii), gdzie rok temu miałem własną wystawę o nocy polarnej. W tym roku wystawy w Muzeum Śląska Opolskiego zasługują na moją uwagę. Pierwsza z nich jest o Ukrainie. To miłe dopełnienie tego co lubię. Autorem malarskiej opowieści jest Brykczyński. Czasem zwyczajnie zazdroszczę takich zdjęć. Drugą wystawą jest cykl fotografii z 5-cio letniej prezydentury Bronisława Komorowskiego, a prawie większość zdjęć należy do Wojtka Grzędzińskiego (wpis o niedawnym spotkaniu z Wojtkiem). Po spokojnym obejrzeniu całości na czele wychodzi mi jedna z fotografii Wojtka, ta na której Komorowski jest z własną Mamą. Ta fotografie mieni się ciepłem, dobrem i spokojem. W czasie kiedy z telewizorów i innych nośników informacji, bije cała krwiożercza kampania wyborcza, to zdjęcie pokazuje, że nie bacząc na poglądy polityczne, to czy kogoś lubimy czy nie, że przy Mamie wszyscy są dziećmi. Ta fotografie mnie urzeka i cieszy. Z drugiej strony patrząc na resztę fotografii i obserwacji, a w zasadzie pracy z Prezydentem, nachodzi mnie pytanie o roli fotografa, który wchodzi w pewne sfery intymnego życia, a może właśnie, dzięki temu jak widzi, tworzy taką aurę mimo, że to tylko praca? Nie wiem.

I teraz chyba najważniejsze. Wystawa z takimi top top i ta fotografia Czeczena na tle zniszczonego pałacu Dudajewa (6 maja 1995). Obrazek wojny, zniszczenia i śmierci. Fotografia bardzo dobra. Ja jednak pamiętam ją z czasów kiedy miałem swój pierwszy komputer i używając Painta wstawiłem na jego wózek głośnik. Nie będąc świadomy tego skąd to pochodzi i kto jest jej autorem. Nawet nie wiem jakim cudem miałem kilka fotografii z tego reportażu. Te kilka fotografii wryło mi się w moją pamięć jak blizna na ręku. Dopiero po latach dowiedziałem się, że była to praca Krzysztofa Millera, który z końcem lat 90-tych stał się moim fotograficznym idolem. Każdy z nas chciał fotografować wojnę jak On, a nie siedzieć na katorżniczych lekcjach matematyki. Potem jednak moja droga była inna. Kiedyś próbowałem nawet bycia fotoedytorem w Gazecie Wyborczej i doskonale pamiętam jak będąc w hallu budynku, spotkałem Millera. W moim świecie to był wyjątkowy dzień. I tak pięknego jesiennego dnia trzy lata temu okazało się, że w Łodzi w mojej grupie jest Krzysztof Miller. To było dla mnie coś niesamowitego. Byliśmy jak równy z równym na jednych zajęciach. Dziś mogłem posłuchać Millera na jego spotkaniu podczas festiwalu. Takie małe rzeczy, które budują mój świat, fotograficzny. Ta ostatnia moja fotografia to fotografia człowieka zapewne spełnionego, ale nadchodzące zmarszczki na jego twarzy, będą niczym okopy podczas tych wszystkich 60-ciu kilku konfliktów, wojen wypełnionych śmiercią, krwią i łuskami. Cena zapisanych kadrów.

I ubolewam, że ta fotografia z Czeczenem i jego wózkiem wisi koło listwy z kablami.