Na obrazku z aniołem stróżem (który jest dla mnie tak bardzo ważny, sentymentalny) oparta jest mała prawie kwadratowa fotografia. Ma 4 lata i chodź nie jestem jej autorem, jest dla mnie bardzo ważna. Na dzień dzisiejszy takich fotografii mam dwie. Wszak pierwsza fotografia jaką zrobiłem w życiu to tylko papierowa kopia, tak druga jest wyjątkowo namacalna, oryginalna, potężna. Autorką tej drugiej fotografii jest moja Mama, a na niej jestem ja i mój Dziadek w ostatnich godzinach swojego życia w szpitalu. Fotografia bardzo osobista, symboliczna i traktowana już nie jak zwykłą polaroidową odbitkę, a jak coś pomiędzy ikoną, a tradycyjną pamiątką, świętością. Pamiętam tamtą chwilę. Jej wyjątkowość polega na tym, że sama w sobie dotknęła pewnej czasoprzestrzeni. Była fizycznym świadkiem tej historii. W pełni świadoma by zapamiętać coś ważnego. W przeciwieństwie do obrazu cyfrowego, gdzie z matrycy obraz znika, więc nie odda nigdy tej namacalności. Zawarcie obrazu na chemiczno-światłoczułej płaszczyźnie filmu jest realnym dowodem momentu. Dotyk skradzionego obrazu, chwili, przestrzeni. Nasze odciski na białej matowej ramce (fotografia natychmiastowa). Cechą analogowej fotografii jest nostalgiczność, po którą chętnie sięgam(y). Cyfrowe obrazy, łatwe, szybkie, kopiowalne, zatracenie pewnego bliżej nie określonego szacunku.
Uwielbiam ową namacalność i smak. Te myśli o 8, 10, 36 sztukach pustych miejsc, które będą nosiły na sobie pewne zapiski tego czego widzimy/widzieliśmy. Gotowe i chętne na nasze wizje, przypadki i myśli. Wspomnienia i pragnienia.
Kocham fotografię za jej siłę, energię, magiczność (tajemniczość) i pewną historię w którą tak mocno wierzę, że potrafi zmienić nie tylko moje życie. Fotografia to nie tylko aparat, obiektywy, nośniki zapisu, znaczki z daną marką, a sposób na życie i widzenie tego co widzimy od chwili kiedy otwieramy oczy po każdej nocy.
Nieśmiertelność.