Miss You China

Pekin / Chiny Pekin / ChinyRano przez kilka chwil rozmawiałem z Markiem, który właśnie czekał na samolot do Europy z Chin, Adam dziś już pewnie doleciał do Chin. A ja tak nagle, bezbronnie zatęskniłem za Chinami, których chyba nie rozumiałem, nie pojąłem, których chyba nie widziałem. Spojrzałem na kilka fotografii i z czasem gdzieś uleciały mi te chwile. Spakowałbym się i wyjechał, wyleciał.

Chiny. Pekin. Kwiecień 2011.

Namacalność

Kiev 1977Na obrazku z aniołem stróżem (który jest dla mnie tak bardzo ważny, sentymentalny) oparta jest mała prawie kwadratowa fotografia. Ma 4 lata i chodź nie jestem jej autorem, jest dla mnie bardzo ważna. Na dzień dzisiejszy takich fotografii mam dwie. Wszak pierwsza fotografia jaką zrobiłem w życiu to tylko papierowa kopia, tak druga jest wyjątkowo namacalna, oryginalna, potężna. Autorką tej drugiej fotografii jest moja Mama, a na niej jestem ja i mój Dziadek w ostatnich godzinach swojego życia w szpitalu. Fotografia bardzo osobista, symboliczna i traktowana już nie jak zwykłą polaroidową odbitkę, a jak coś pomiędzy ikoną, a tradycyjną pamiątką, świętością. Pamiętam tamtą chwilę. Jej wyjątkowość polega na tym, że sama w sobie dotknęła pewnej czasoprzestrzeni. Była fizycznym świadkiem tej historii. W pełni świadoma by zapamiętać coś ważnego. W przeciwieństwie do obrazu cyfrowego, gdzie z matrycy obraz znika, więc nie odda nigdy tej namacalności. Zawarcie obrazu na chemiczno-światłoczułej płaszczyźnie filmu jest realnym dowodem momentu. Dotyk skradzionego obrazu, chwili, przestrzeni. Nasze odciski na białej matowej ramce (fotografia natychmiastowa). Cechą analogowej fotografii jest nostalgiczność, po którą chętnie sięgam(y). Cyfrowe obrazy, łatwe, szybkie, kopiowalne, zatracenie pewnego bliżej nie określonego szacunku.

Uwielbiam ową namacalność i smak. Te myśli o 8, 10, 36 sztukach pustych miejsc, które będą nosiły na sobie pewne zapiski tego czego widzimy/widzieliśmy. Gotowe i chętne na nasze wizje, przypadki i myśli. Wspomnienia i pragnienia.

Kocham fotografię za jej siłę, energię, magiczność (tajemniczość) i pewną historię w którą tak mocno wierzę, że potrafi zmienić nie tylko moje życie. Fotografia to nie tylko aparat, obiektywy, nośniki zapisu, znaczki z daną marką, a sposób na życie i widzenie tego co widzimy od chwili kiedy otwieramy oczy po każdej nocy.

Nieśmiertelność.

Niedziela

Warszawa - zamieć śnieżna Warszawa - zamieć śnieżna Warszawa - zamieć śnieżna Warszawa - zamieć śnieżna Warszawa - zamieć śnieżnaZmiana czasu była z zimowego na letni.

Zdecydowanie lubię gdy zmienia się czas. Szczególnie przy radykalnej zmianie miejsca położenia względem miejsca zamieszkania, gdzie czas różni się więcej jak dwie godziny. Przy +/-7h podróżuję w czasie.

Taki urok

Taki urokPodwórko na Powiślu.
Rozmawiamy poważnie czy sobie dziś pożartujemy?

Przy płocie

Kafelki / Instagram Dobra. Życie jak kafelki.

Siedzę w ostatnim rzędzie autokaru który wiezie ludzi do pracy, do Niemiec, są do siebie tak podobni. Będą mieli przesiadkę. Zasypiam, ale tylko tam gdzie czuję się w miarę bezpiecznie. Nigdy sam w pociągu, nigdy! Moje oczy ciężkie jak kotlety. W uszach słuchawki, na ręku zegarek, czas odmierza, ten stan lubię, jeszcze to tak nie ubrane w słowa. Nagle się budzę i widzę bloki, które ostatni raz widziałem jak miałem 6-7 lat, nie pamiętam kiedy, ale je rozpoznaję. Szybko fotografuję telefonem. Wysyłam SMS-a do Mamy. To mój wizualny notes. Fotografuję to co uważam za ważne. Potem jeszcze chwilę ze sobą walczę i zjadam rogala z czekoladą. Kolejny przystanek, nowi ludzie, od kolesia obok mnie śmierdzi papierosami, ma w dłoni kwiaty, przysiadam się bliżej okna. Czuję na twarzy chłód i widzę Polskę. Jej centrum. Środek i soczewkę. Oblepione zasranymi reklamami, szyldami i tym wszystkim co powoduje, że się denerwuje. Leży śnieg, do cholery ile można, gdzieś daleko słońce będzie chciało iść spać, muzyka i ten facet przy płocie, który rzyga na swoje buty. Milisekundy jestem już dalej. Las. Noc. Serca bicie. Proszę Państwa, tam czeka na Państwa autokar, proszę się przesiadać. Gdzie Ci ludzie będą sikać? Na policzkach czuję zimny wiatr, zasłaniam usta moim „szalikiem” i patrzę na drzwi. Jak śpiewa Kazik: Czy przyjdzie ktoś od Ciebie, czy przyjdziesz Ty . Łyk ciepłego czaju z miodem. Fotonotatnik rejestruje. Jest marzec. Odliczam dni.

Oczekiwanie

4532 4533 4534 4535 4536 4538 4539 4540Wszystko i wszyscy oczekują wiosny.

Szuflandia

SzuflandiaJakiś stary zakładowy budynek. To ten typ budynków gdzie mieszczą się te małe firmy z Allegro. Gdzie po odbiór osobisty jedzie się w jakieś dziwne miejsca. Zawsze fotogeniczne. Śmierdzący skład odzieży używanej, drukarnia i telefon od Krzycha.

Wiem i chciałbym.

Zamknięte oczy

Pierwszy dzień wiosny. Nie będę pisał jak on wygląda (tutaj w Warszawie), bo każdy ma okna i oczy. Z tej okazji nie będzie żadnej świeżej fotografii. W zasadzie czy zawsze musi być? Może czasem warto popatrzeć na nasze otoczenie przez zamknięte oczy. Jaki ten świat jest? Czy nagle widzimy ten świat lepszym? Zdecydowanie takim jakim chcemy. Zawsze jak piszę to przez moją głowę przewalają się różne pytania. Przenikające przez różne warstwy i sfery. Szukam odpowiedzi.

Ostatnio znów zauważyłem, że telefonem robię od groma różnych zdjęć. Telefon jest pierwszy. Niewidzialny, szybki i drążący. Telefon staje się wizualnym notatnikiem. Naszymi oczami. Moimi oczami. Potem lubię sobie wieczorem przysiąść na łóżku, okryty już prawie snem i wracać do tych chwil, które tak dobrze mi się kojarzą, po prostu zobaczyć co dziś sfotografowałem.

Ja też zamknę teraz oczy. Pomilczę chwile i przypomnę sobie te obrazy które chcę pamiętać, silnie przywołać, nawet dodać coś od siebie. Nagle czuję zapachy płynące gdzieś z dalekich szuflad wspomnień. Też tak macie?

Często też przykładam do swoich zamkniętych oczu moje dłonie. Jest mi lepiej.

Oczy nadal zamknięte. Postać kobiety przeistacza się w mały tłumek ludzi.

P-P-P

4529
Pavlo
Przemek
Paweł