Krata

4515 4516 4517 4518 Miejsca.

Dokładnie. Są takie miejsca w których często zamiast pewnej wolności napotykamy na przeszkodzę. Wynika to z różnych rzeczy. Z założenia. Z przekonania. Z troski o nas samych. Zawsze jest taki moment kiedy dotykamy oczami lub fizycznie takiej „kraty”. Jakie nas myśli otulają? Czy chcemy z tym walczyć, czy jak pies chowamy ogon. Są takie karty których wyrwać pozornie się nie da, ale to tylko pozór. Trzeba pamiętać, że zawsze tam gdzie jest krata są też normalne, legalne drzwi. Tak też mocno w to wierzę. Krata w „oknach” na XXX piętrze Pałacu Kultury i Nauki, czy w naszych głowach. Ja sam chyba dziś zawiesiłem ręce przez takie karty i patrzyłem przez jej wielkie otwory na świat i zapach który pozostał w tych najkrótszych weekendach świata.

Zresztą po co komu to rozumieć.

Warszawa.

3 dni świat

4512 4513 4514 4515 4516
Kiedy nazwiemy na głos ciszę, przestanie nią być.

Dalej napisałem parę słów o tym jak Mama i Babcia zostały wyciągnięte z kolejki na odprawę do Bangkoku bym zrobił im zdjęcie, o tym jak bardzo chcę wrócić do Nowego Jorku i o tym jak bardzo to wszystko się zmieniło. Tyle, że coś mi się słowa nie kleją tak jak bardzo bym tego chciał.

Odrzucenie

Odrzucenie Odrzucenie Senne miejscowości. Senny z pozoru dzień. Jeszcze bez śniegu. Spadnie dopiero w nocy. Dzień który mógłby się nie kończyć. Może powtarzać. Być jak „Dzień Świstaka”. Trwać i trwać. Powtarzać.

Kontynuacja wątku miejsc, przedmiotów odrzuconych. Przy drodze stoi dom i garaż. Bardzo ładny dom. Taki w którym miło spędzać czas ze swoją rodziną. Okna wybite. Tysiące papierów, wspomnień, które walają się po drewnianej podłodze. Przed lustrem stoi stary fotel. Trochę taki jak by przed chwilą ktoś tu jeszcze siedział. Na ścianie termometr. Na piętrze w szafie wiszą ubrania, a za kuchenną komodą słoiki. Gotowe na konfitury. Wśród papierów listy, kartki i indeks ze studiów. Czas zatrzymany. Rzeczy bez szacunku potraktowane. W garażu dwa samochody. Zniszczone. Zamordowane. Wszystkie przedmioty w stanie odrzuconym. Moja ręka gdzieś buszuje wśród tych przedmiotów, w dłoń wpada czarno-biały film „Foton”. Zabieram go ze sobą. Czy to dobre zachowanie?

Takich miejsc jest pewnie dużo. Każde jedne miejsca mają swoją magiczną powtarzalność. Tak jak wspomnienia, działania. Opuszczając takie miejsca wraca się tam gdzie jest nam dobrze i bezpiecznie. A to wszystko pozostaje takie jakie jest by następnym razem ktoś to jeszcze bardziej upodlił. Czy przedmioty boją się odrzucenia tak jak ludzie, my?

Stoję na stosie książek i patrzę przed siebie. To już za moment ta chwila, której chyba się trochę boję.

Bezwładnie zasypiam, nogą przytulony do plecaka, odpływam. Jak nigdy.
Bezwładnie popadam, sercem otulony, odpływam. Jak teraz.

Ciężko mi dziś pisać.

Otake Polskę Dynasty

4503 4504 4505 4506 4507 4508 Nie ważne gdzie?

Ładna osiedlowa uliczka. Czyste samochody, piekarnia, od wielu dni chyba nie ma tu już śniegu. Za plecami parking i garaże. Za murem samochodowych mieszkań prawdziwa Polska. Tam gdzie człowiecze oko nie sięga tam zaczyna odpad konsumpcji żyć własnym życiem. Świat jak z krainy Czarodzieja Chlora. Natura delikatnie opiera się temu wszystkiemu co nam nie potrzebne. Przecież każdy walczy oto by jego życie było jak z Dynastii, otake Polskę walczyli. Tak?

Jest pięknie i brzydko.

Czekam na wiosnę.

Skan numer 4

InstaxInstax Mała czarna skrzynka przewieszona przez ramię. Bardzo się lubimy.

Klasa 2

Klasa 2na podłodze leżą ubrania
nie mam czasu na to
na moim biurku leżą papiery
nie mam czasu na to
bilety, książki, syf
nie mam czasu na to
kable, mapy
nie mam czasu na to
jeden instax, tylko jeden
aparat leży na czarnym notesie
w głośnikach to samo co wczoraj

Whoa, would you hold my hand like the air it’s so gently here
Never give up, never give up
Whoa, would you pull me closer and nobody knows we’re there
No one can find us

Zamykam oczy
Ciepły wiatr wieje mi w twarz
Mój plecak
Aparat, Instax numer 210
Telefon, książka, notes

Pociąg klasy drugiej, a ja w nim

Żurawie

4498

4499

4485

4486

4487

4488

4489

4490

4491

4492

4493

4494

4495

4496

4497Gdzieś przy samej granicy z Czechami pojawił się on. Tak nagle jak to zimowe słońce i ciepło na twarzy. Trochę jak ze snu gdzieś z pogranicza tego co byśmy chcieli zobaczyć. Pod nosem zapach malinowego soku w kubku pełnego ciepłego czaju. Muzyka. Dźwięk rozgniatanego szkła pod butem i trzask migawki. Dwa różne zniszczone pokoje, rozprute ściany i wielki niedosyt.

R jak Raj.

Feist – One Evening

Kontrolka pełna czerwieni

4475 4476 4477 4478 4479 4480 4481 4482 4483 4484Jest niedziela. Pochmurne południe Polski. Samochód jedzie i mijają kolejne kilometry. Nie ma celu, zresztą on sam w sobie nie jest istotny.

Wielkie niewyspanie w moich oczach. Dzień wcześniej jeszcze Łódź, egzaminy, Częstochowa do której zawiózł mnie Adam. Do tego jeszcze szybka przesiadka w Katowicach i cholernie zimny przedział pociągu do Wrocławia. Konduktor po śląsku zaprosił mnie do innego przedziału, tam było tak ciepło. Czytałem książkę, patrzyłem na zegarek. Co jakiś czas pociąg stał w polu, za oknem było tak czarno i zimno.

Czułem się trochę jak w tych dokumentach o katastrofach lotniczych, kiedy samochód wysyła do „pilota” szereg komunikatów. Na koniec wszystko siada i samochód zaczyna się toczyć. Jak dobrze, że jest to mała uliczka w starej części Kłodzka. Jak dobrze, że jest to ląd. Nieznane miasto i wszystkie warsztaty samochodowe zamknięte. Kawiarnia. Ciepły czaj i przepyszny sernik.

Kłodzko.

Wieczorem w telewizorze „Książę w Nowym Jorku” i „Bękarty wojny”. Czyste szaleństwo.

Polská ulica

Ulica Polská / CzechyW lewej kieszeni jedynie 170 czeskich koron. Pierwszy market po przekroczeniu niewidzialnej granicy z Czechami. Sytuacja i brak lustra w kiblu. Czytam ogłoszenia na ścianie, uśmiecham się do siebie.

Lentilki, Kofola i czeskie wafelki.

Droga, jak sen, jak film.