















Mógłbym o tym myśleć i pisać, pisać i myśleć. O drodze. Droga jako proces przemieszczania się z punktu A do punktu B. Nawet dla samego przemieszczania się, podróży, zmiany miejsca, upływających minut i godzin, czasem dni. Wydaje się, że punkt docelowy to tylko symbol, wymówka do odbycia i przeżycia drogi. Bycie w miejscu to straszna ujma dla duszy. Zamykanie horyzontów. Wszystko jednak i tak z założenia nas ogranicza. Palec, globus, czas, kasa, zobowiązania, zasady, szuflady wypchane mapami i fotografiami.
Wpis ten znad kubka pełnego czaju i miodu dedykuję tym wszystkim, którzy widzę i czują smak drogi, nawet częściej w chwili kiedy wracają do domu. Przeczytać książkę i po tym fakcie myśleć o tym co się (w niej) przeżyło. A sam wpis o drodze w szczególności Katarzynie Mach, która chyba wie o czym piszę.
Hitler mnie ukarał. Może jego duch, może to inna zła energia.
Na głowie nie mam czapki. Chusta w kratę opatula szyję, a w torbie kawa. W autobusie z Woli donikąd wściekle płaczące małe dzieciątko i wzrok pasażerów wpatrzony w nicość. Wysiadam. Łapię na twarz przez ciemne okulary słońce, które dziś rozświetliło to szare, opuszczone z zielonych liści drzew.
Walczyli w Kill Bill Vol. 1, to chyba czas bym i ja zobaczył ten film.






Po sobotnim wieczorze rozmyślałem o podróży w czasie. Taki pomysł w mojej głowie siedzi już od wielu wielu lat. Gdyby tylko zapaliło się zielone światło to do torby wrzuciłbym notes, długopis, aparat z całym szkłem i worek kart pamięci. Wsiadłbym do takiej maszyny, wstukał datę 05/04/1983 i wyruszył w podróż. Gdybym miał tylko jeden dzień mój plan wyglądał by skrócie mniej więcej tak: tuż po wyjściu z maszyny, pojechałbym taksówką do szpitala na ulicy Komarowa (dziś Wołoska) i przez szybę, drzwi jakkolwiek by to wyglądało, zobaczył siebie leżącego w inkubatorze. Zrobiłbym kilka fotografii, zobaczyłbym może jak wyglądała moja Mama kiedy się urodziłem. Znów wsiadł w taksówkę lub autobus i pojechał na Ursynów. Przez te kilka kilometrów ze szpitala, robiłbym zdjęcia. Znów do centrum gdzie byłoby mnie pełno. Chciałbym zobaczyć tych ludzi, te sklepy, samochody, budynki które wtedy lśniły nowością. Po prostu ten dzień w którym się urodziłem. Pewnie gdyby było więcej czasu chciałbym zobaczyć rodzinę, ale silniejsza była by misja: 05/04/1983 w full HD.
Jeśli prawdziwa prywatka w domu, na lokalu to tylko zaprosić Pana Fotografa.
Hotel Victoria.
Mam ochotę czytać parę książek naraz, co oczywiście nie jest możliwe. One jednak leżą, a nawet stoją w kolejce:

