65 minut

Murmańsk Murmańsk Murmańsk
Dyskretnie patrzę na aplikację w telefonie. Podstawowe informacje o miejscu w którym jestem. Temperatura minusowa. Dzień trwa bagatela 65 minut. Gdzieś między godziną 12-stą, a 15-stą. Niby normalne. Ale stojąc na przystanku autobusowym „”Pierwomajskaja” zdaję sobie sprawę, że światło podczas nocy polarnej jest magiczne.

W Murmańsku noc polarna trwa od początku grudnia do połowy stycznia. W zasadzie ta noc mnie tu przywlokła. Jak to wygląda? Do godziny 11-stej panuje noc, dopiero w samo południe noc zamienia się w dziwny mrok, półmrok. Jest w miarę jasno, ale dniem tego nie można nazwać. Dopiero na wzgórzu widać jak słońce walczy z horyzontem, lecz do połowy stycznia nie wzejdzie ponad nim. Niestety Murmańsk leży jak by w dolinie otoczonej górkami, więc pełne słońce pokaże się tu zdecydowanie dłużej jak w styczniu. Chwilę po godzinie 15-stej łuna słońca spod horyzontu znika i znów zapada półmrok. Wszystko wypełnione kolorem niebieskim przechodzącym w czerń.

W oknach ludzie mają dużo kwiatów. Ludzie instalują specjalnie lampy, dające białe światło w oknach i pokojach. Żeby zrozumieć tęsknotę do słońca nie trzeba tu żyć.

Dochodzi 2-ga w nocy. W telewizji na kanale z czerwoną gwiazdą leci jakiś długi i nudny film.

Pociąg numer 22

Rosja Rosja Rosja Rosja RosjaRosja

Sankt Petersburg – Murmańsk

Ktoś się krząta, przechodzi, szeleści, otwiera i zamyka drzwi w przedziałach klasy kupe (cztery łóżka w zamkniętym przedziale). Gdzieś właśnie z tych małych szczelin dochodzą jakieś rozmowy tłumione przez stukot kół i szum jazdy. Ja siedzę na fotelu w korytarzu i staram się sklecić parę zdań. Wagon żyje. Typowo jak na taki środek transportu.

Po 15-stu godzinach jazdy z Mińska jesteśmy w Sankt Petersburgu. Tam z ciężkimi plecakami, szukamy miejsca gdzie można byłoby je oddać, dać plecom odpocząć, wybrać ruble z bankomatu i poszukać kas. Młoda Pani informuje nas, że bilety są i możemy kontynuować naszą podróż. Trzeba jednak wyłożyć blisko 450 zł za miejsce w przedziale czteroosobowym i to jeszcze na górnej półce. Wolę na dole, ale wyboru nie ma. Mogę jedynie zadecydować czy głowę będę miał przy oknie czy drzwiach. W cenie wliczona kolacja, obiad i woda. Czaj w pakiecie z naklejką Moskwa – Berlin – Paryż. Z tego się cieszę bo milej się pisze popijając ciepłym wywarem z wrzątku Made In Russia. Dla każdego pasażera pościel i pakiet podróżnego: klapki i zestaw do mycia z ręcznikiem w zestawie. Takim pociągiem nie jechałem. Obsługa pierwsza klasa widziana z górnej pryczy.

W przedziale już dwie osoby. Kobieta i mężczyzna. Na początku cisza, uśmiechy. Staramy się rozpakować nasze rzeczy. Jedną z nich jest mały plecak, który mamy dostarczyć z Mińska do Murmańska dla Anastazji  która wyszła za mąż i przeprowadziła się w tamte rejony. Razem z Olafem siedzimy na korytarzu i staramy się odpocząć po podróży z jednego na drugi dworzec. Niby nic, ale plecaki mamy ciężkie. Staram się zawsze brać jak najmniej i to najmniej waży zawsze najwięcej.

– Po ile kurs na dworzec ladoskij wakzał?

– 1000 Rubli – odpowiedział znudzony taksówkarz

W cenie około 60 rubli za dwie osoby dostajemy się metrem na nasz dworzec. Oczywiście jak to bywa w zamkniętych rosyjskich pomieszczeniach musi być gorąco. Wagon, metro, samochód. Pociąg stał już na stacji, a my jeszcze szybko zjedliśmy jakieś plecaki ziemniaczane. Sam peron był wypełniony ludźmi, bagażami i tym dym bujającym wprost z wagonów. Dlaczego? Każdy wagon opalany jest węglem. Jeśli Pani prowadniczce zimno to nie omieszka dorzucić węgla. Ludzie gramolą się do środka i każdy zajmuje swoje miejsce. Po podróży koleją transsyberyjską wolę wybrać lepszą klasę. Z owocami nie jadę.

Jedziemy. Nasi współtowarzysze z dolnej półki zapraszają na swoje sypialne prycze. Pytają skąd jesteśmy i jakoś zaczyna się to toczyć. Rosjanie jak już zapoznają się z kimś obcym to już są przyjaciółmi. To miłe i co wielokrotnie podkreślamy, na politykę w naszym piątym przedziale, wagonu numer trzynaście, polityka nie ma tu swojego miejsca. Została gdzieś na stacji o nieznanej nazwie.

Ivan. Lat 51. Urodzony w samolocie. Mieszka w Zaporożu na Ukrainie. Jego uśmiech wypełnia złoto, które chyba lubi. Patrzy na moją koszulkę (całą moją podróż z Warszawy do Murmańska obiecałem sobie pokonać w jednej koszulce i to nie byle jakiej – tielniaszce, takiej jak rosyjscy marynarze, ciepła i ładna) i mówi:

– Ile pasków marynarzu ma Twoja koszulka?

– Nie wiem – odpowiadam z takim gestem, że nie liczyłem

– Dwa! – powiedział – Biały i niebieski! – roześmiał się

Ta rozmowa skłoniła go do pierwszych wynużeń o jego morskich opowieściach i ploteczkach. Tutaj opowiedział, że pływał na łodziach podwodnych gdy był młody.

– Widzieliście taki film K-19? – zapytał

– Ten z Harrisonem Fordem? – odpowiedziałem zadowolony bo ten film bardzo lubię

– Służyłem na nim – odrzekł i mnie zamurowało.

Jak przyznał obecnie i wcześniej pracował przy reaktorach atomowych. Obecnie pracuje na lodołamaczu o ciekawiej nazwie „50 lat Zwycięstwa”. Pracuje 4 miesiące na morzu i 4 miesiące odpoczywa. Często więc podróżuje na tej trasie. Opowiada trochę o pracy z tym co mnie interesuje, z promieniowaniem radioaktywnym i o życiu na łodziach podwodnych. Podziwiam bo ja bym do takiej łodzi nie wszedł.

Olaf wyjmuje z plecaka wódkę i stawia na stoliku. Stoję na korytarzu. W środku idą pierwsze toasty. Wśród nich jeden za marynarzy którzy zginęli na morzu.

Podczas postoju na jakiejś stacji, Ivan zadzwonił do kogoś i powiedział, że został ugoszczony przez polskich przyjaciół. Do stacji Pietrozawodsk w przedziale wrzało od różnych rozmów. Od tych które zawsze się toczą (Czterej Pancerni i Pies – ten serial jest tak samo znany i popularny jak w Polsce) po troszkę spraw politycznych (z dystansem) po wspólne doszukiwanie się podobieństw języka. Powiedziałem sobie, że po tym jak ruszymy ze stacji idę spać. Tak też zrobiłem.

Noc w pociągu to jeden z elementów, klimatów i esencji podróży. Nawet można porównać podróż pociągiem jak czytanie książki. Smakować, przeżywać i podziwiać szczególnie to co jest za oknem. Czasem człowiek cieszy się, że kończy czytać, tak samo kończyć podróż. Tory delikatnie rozświetlone przez przygaszone światło na korytarzu. Zimne okno, szum i śnieg. Dużo śniegu. Gdy tylko pociąg mija małe stacje, wioski, latarnie rozświetlają małe domy i wśród czarnych przestrzeni ukazują białe połacie śniegu zawarte w tych kręgach świetlnych. Na horyzoncie małe punkty. To okna w drewnianych domkach.

Biorę telefon do ręki i patrzę czy mam zasięg. W Petersburgu kupiłem kartę SIM tylko do internetu. Na większości trasy zasięgu nie ma, jeśli jest to taki, że internet nie działa. Tylko przy większych stacjach.

Pociąg zasypia. Nikt już nie krząta się po korytarzu. Światła przygasają, moje ciało kołysze się w rytm wagonu, oczy stają się ciężkie. Jest bardzo ciepło, przytulam się do aparatu i zasypiam. Śpię 10 godzin. Śnię i budzę się, przewalam, obracam. Jest dobrze jak nigdy podczas nocy w podróży.

Wysypiam się. Ranek w pociągu to prawie samo południe. Zmiana czasu na trzy godziny do przodu jest chyba dla mnie lepiej akceptowalna niż do tyłu. Nagle drzwi od przedziałów zaczynają się otwierać i cały ten nocny zaduch wydostaje się na zimny korytarz. Ustawiają się kolejki do dwóch łazienek (z przodu i z tyłu wagonu). Każdy trzyma jakiś mały ręcznik i kosmetyczkę. Mężczyźni poszli tam gdzie łącznik wagonów by zapalić porannego papierosa. Przy toaletach rozchodzi się zapach porannych czynności.

Pociąg numer 22 do Murmańska. O godzinie 13 zatrzymuje się na stacji „Polarnyj Krug”. Na parę minut. Jedni śpią, inni czytają książki, jedzą, rozmawiają. Walczą o jedyny działający na korytarzu kontakt z napisem: 220V. Nagle w wagonie pełno ludzi, roznoszą obiady w cenie biletu. Właśnie przekroczyliśmy koło podbiegunowe. Olaf i Ivan poszli do wagonu restauracyjnego, a ja starałem się z Nadieżdą rozmawiać o Polsce. Ona przyznaje, że chciałaby przyjechać do Polski, zobaczyć nasze morze. Nigdy nie była w Europie. Opowiada o swoim synu. Za chwilę z torebki wyjmuje mały woreczek z czajem. Na nim napis „Miodowy Wodospad”. Okazuje się bardzo miłą i pogodną kobietą.

– Ta herbata którą tu dają to nie jest herbata. Zaparz sobie mojej. W zasadzie jest dla Ciebie.

– Dziękuję! – podziękowałem z uśmiechem i poszedłem wlać wrzątek do mojego blaszanego kubka.

Podróż ciągnie się swoim biegiem. Stacja, ludzie wychodzą, a przedziały stają się bardziej puste. Prowadnica chodzi, sprząta. Stacja. Ludzie stoją przed wagonem i palą papierosy. Drepczą w śniegu. Zerkają na zegarki. Rozmawiają przez telefony. Wsiadają. Za oknem robi się ciemno. Zerkam ciągle w okno. Aparat leży tuż przy mnie. Noc która nadchodzi wydaje się straszna. Tak jak to uczucie kiedy rozmyśla się o fakcie bycia samym w środku lasu. Nocą. To właśnie z nią na ten czas muszę się zaprzyjaźnić.

Ivan daje nam swój numer i opowiada, że jutro o godzinie 12 wyrusza swoim lodołamaczem. Chwilę później Nadieżda na zaśnieżonej i mroźnej stacji życzy mi wszystkiego dobrego i znika gdzieś w ciemnościach stacji. Śnieg przyjemnie skrzypi mi pod nogami.

Ludzi ubywa. Prowadnica sprząta w przedziałach.Zaczynam zbierać swoje graty.

20:53 czasu moskiewskiego. Pociąg zatrzymuje się na stacji „Murmańsk”. Wysiadamy. Z ust leci para. Przejechaliśmy 1300 km w prawie 28 godzin.

Sankt Petersburg

Sankt Petersburg
Moja pierwsza fotografia w Petersburgu.

Kupiliśmy bilety do Murmańska i czeka nas prawie 30 godzin dalszej jazdy. Okazało się, że jedziemy pociągiem wcześniejszym i nie mamy gdzie spać to lubię :)

W Petersburgu pada deszcz i dopiero teraz o 12 robi się jasno.

Zmiana czasu

Minsk
Tylko kota brakuje, ale siedzi pod taboretem.

Pierwszy raz w życiu spędziłem sylwestra w dwóch ciekawych okolicznościach. Pierwsza to w drodze Warszawa – Terespol, a konkretnie gdzieś na granicy, a po drugie nie doświadczyłem zmiany czasy z 23:59 na 00:00 bo granicę przekraczaliśmy o godzinie 23, a na Białorusi była już 1-sza w nocy.

Ta granica ma dla mnie szczególne znaczenie ze względu na pracę mojego Dziadka na nim. Chodzi o przejście w Terespolu. Ostatni raz byłem na nim chyba latem 1991. Nasze auto stało koło okrągłych schodów, przez które można było wejść do pokoju Dziadka. Nigdy nie przekraczałem tej granicy autem, a z okazji nadchodzącej uroczystości byliśmy tylko my, celnicy i jakaś Baba.

1/3 trasy przespałem wtulony w grubą kurtkę i wielki plecak. Na stacji Mińsk Pasażerski, wymieniłem kasę i Pani przez metalowy lufcik dała mi bagatela 2.000.000 rubli białoruskich. W sam raz na dwa bilety relacji Mińsk – Sankt Petersburg. Dwie godziny później leżałem na materacu marząc o sen po drugiej z trzech nieprzespanych nocy.

Po południu pociąg, a tam mam nadzieję, że tak bezproblemowo jak tu uda się kupić bilety na 30-sto godzinną podróż na północ.

Droga na

DrogaDochodzi godzina druga. Może nawet jest już po. Zatrzymuję samochód na pustej drodze niedaleko Brańska na Podlasiu. Ściszam radio i wyjmuję aparat. Robię najprostsze zdjęcie jakie potrafię. Droga. Noc. Światła długie, halogeny. I zadaje sobie pytanie co czuję?

Zawsze przed nocnym powrotem do domu, siedzę chwile w aucie i zbieram myśli, siłę i jasność umysłu. Serce zaczyna mi szybciej bić i czuje dziwne podniecenie połączanie ze strachem. Bo nigdy nie wiem czy mi jakaś kuna czy menel wyskoczy na drogę, czy jakiś kierowca po wódeczce nie wjedzie we mnie, a dziś czy nie będzie za ślisko. Lubię te nocne powroty i nie lubię po nich zasypiać nad ranem. Szczególnie, że na Orlenie Pan nie chciał mi zatankować auto i musiałem jechać 100km dalej by to zrobić. O co chodzi? :)

Jutro ostatni dzień roku i rozpoczynam podróż na rosyjską Arktykę spowitą nocą i zimnem tuż za koło podbiegunowe. Strasznie to miłe i wzruszające jak znajomi wspierają w tym co człowiek sobie wymyśli. Dzięki, szczególnie gdy najbliższa osoba przejawia podobny entuzjazm, mimo że zostaje w domu. To po części dla was.

Postaram się na bieżąco wrzucać materiał z Rosji. Trzymajcie za mnie kciuki, szczególnie że na miejscu będę po prawie pięciu dniach jazdy.

Przemek

Przemek

Przemek pozuje mi z Polaroidem. Mówił, że to do fotografowania macro, ale ja wiem swoje. Ta maszyna potrafi przenieść myśli z głowy wprost na materiał światłoczuły. Czego to tajne służby w czasie zimnej wojny nie wymyśliły?

Przy okazji gęba mi się cieszy bo później Przemek (inną maszyną) zrobił mi foto z Robertem Lewandowskim i muszę przyznać, że był to chyba najdłużej wołający się Polaroid w życiu :)

Potrzebuję się wyspać i coś czuję, że za kilka dni będę miał okazję.

Portret z bratem

Portret

Spotkania z rodziną to jedna z okazji by sfotografować się z bliskimi.

Mój brat, ja i Tu-154.

Fot. Zuzia

15

Święta
Warszawa podczas Świąt kojarzy mi się z takim obrazkiem. Puste ulice, chodniki, tramwaje. Sklepy wszelakiej maści słusznie zamknięte. Tylko gdzieś od czasu do czasu ludzie przemykają z pełnymi torbami prezentów, siatek, różnego rodzaju szpargałków.

I mimo, że cenię sobie życie w mieście, gwar, tłok, energię tak w święta ta pustka mnie rozbraja. Tak samo jak widok na moje podwórko. Jak by ktoś wyłączył prąd. Pusty parking, cisza. Nawet moja sąsiadka wredna jędza gdzieś wyjechała.

2012

Zaraz dwunastka zmieni się w trzynastkę. Szczęśliwą. Warto więc zrobić (jak to ostatnio miało miejsce), małe podsumowanie. Jeśli właśnie pijecie czaj lub kawę zapraszam.

Chyba najważniejsze dla tego miejsca była zmiana adresu z senq.ownlog.com na robertdanieluk.com/blog, może to dla niektórych wydaje się mało znaczące, ale dla mnie to spora różnica. Jeszcze nie udało mi się przetransportować starych wpisów, ale nie jest to teraz najważniejsze.

Fotoblog, blog, pamiętniczek. Jak zwał tak zwał, ale jeśli prowadzi się go całkiem regularnie lub stara się, to fajnie wrócić, poczytać i pooglądać co się działo u nas, czy w naszej głowie. Ten rok jeszcze się nie skończył (jak świat), ale wydaje mi się, że był bardzo udany.  Mam nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze ciekawszy i bardziej zaskakujący (oczywiście na pozytywnie), czego i wam życzę.

Ja nadal podtrzymuje, że fotoblogi umierają. Szczególnie, że większość „starej mojej gwardii” albo już dawno nie prowadzi swoich fotoblogów (blogów), albo wrzucają raz na kwartał. Nie mam do nikogo żalu, ale fajnie jest pooglądać i poczytać co tam u was leci. Oczywiście widzę po sobie, że im więcej mam lat tym mniej czasu na blogowanie, ale ciągle gdzieś to mam w głowie i nie odpuszczę.

Polecam wam zajrzeć do odnośników na dole fotobloga. Są to miejsca które lubię odwiedzać i za każdym razem jak klikam to mam nadzieję, że coś tam znajdę nowego. Szczególnie chodzi mi o te fotoblogi:

http://foto.chudkiewicz.com/
http://markoff.pl/blog/
http://zwawyzbik.fotolog.pl/
http://www.katarzynamach.com/
http://bartpogoda.net/
http://petrosphotos.livejournal.com/
http://8rolek.wordpress.com/

Styczeń
Styczeń 2012
Mamy taką noworoczną tradycję, że kiedy tylko się obudzimy idziemy na spacer. Zawsze jest tak mało ludzi. Puste chodniki, ulice. W tym roku oprócz wizyty w parku na warszawskiej Ochocie, moją uwagę zwróciła zawartość śmietnika pod naszym domem.

Na murku leżało pudełko. Takie okrągłe na czaj lub kawę. Niby nic. Dopiero z bliska widać na niej treść. Dwie wieże World Trade Center. Pod tym napis: New York. Czy to nie była idealna podpowiedź gdzie w tym roku pojechać? Tak też się stało. Osiem miesięcy później staliśmy przy śmietniku pod nowym World Trade Center w Nowym Jorku.

Luty
Luty 2012Nocna Warszawa. Rozkopana Warszawa. Chyba ta fotografia najbardziej przypadła mi do gustu.

MarzecMarzec 2012W marcu gdzieś w śródmieściu spotkałem Barbarę Włodarczyk. Nie powiem ale tuż obok Jacka Hugo-Badera jest to dla mnie mistrzowska powstać, opisująca (opowiadająca) o Rosji.

Kwiecień
Kwiecień 2012
Ten obrazek już mi się znudził, ale chyba była to jedna z śmieszniejszych rzeczy opublikowanych w tym roku. Chociaż do śmiechu jest tylko jeśli ta wizja istnieje tylko w takiej postaci. Za dwa miesiące miało rozpocząć się Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Co mnie oczywiście najbardziej interesowało to wszystko to co będzie się działo w Warszawie.

Mój fotomontaż w październiku znalazł się na wystawie „Warszawa w budowie 4” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Maj
Maj 2012
Ciepły przełom kwietnia i maja na Białorusi. Szczególnie ta fotografia na której widnieją pracowniczki jednej z fabryk słodyczy (możliwe, że w Mińsku) podczas święta 1 Maja w stolicy kraju.

To ciekawe doświadczenia dla człowieka który nigdy nie musiał uczestniczyć w takich obowiązkowych spendach. Tak obowiązkowych bo Ci ludzie musieli tam być i świętować. Przed wejściem do parku KGB sprawdzało każdego i filmowało. Nim rozpoczął się ten cały wiec ludzie mogli napić się wódeczki, piwa i coś zjeść. Chyba wszyscy weseli.

Kiedy rozpoczęły się przemówienia i muzyka poczułem się psychicznie bardzo źle. Opuściliśmy park. Mogliśmy.

Majówka na Białorusi była pod znakiem blokowisk, militariów i pielmieni.

CzerwiecCzerwiec 2012Czerwiec to miesiąc Euro :)

Pełno flag, kibiców z całej Europy, szał i ciepło. Bardzo mi się podobało. To miasto w końcu ożyło.

11 czerwca przed meczem Polska – Rosja na Stadionie Narodowym odbył się „Marsz Rosjan”. Media tak napompowały to wydarzenie, że wielu młodych ludzi w odzieży sportowej zjechało się do Warszawy. Z nadzieją na jakieś klepanie się po buziach. Cała impreza zakończyła się wieczornymi igraszkami z Policją, a za dnia pod stadionem był dym.

Ja chyba zapamiętam właśnie ową chwilę kiedy jeden z młodych mężczyzn postanowił zaatakować lodówkę Coca-Coli, która chyba go obraziła, a kiedy już roztrzaskała się o ziemię, z zamaskowaną twarzą szedł w moim kierunku by zapytać jak się mam i czy zrobić mi masaż buzi. Na szczęście za kioskiem było kilkunastu policjantów którzy mnie uratowali bo młodzieniec uciekł.

Ten dzień zapisuję sobie do mojego notesu czerwonym długopisem.

Dodatkowo znalazłem siebie na You Tube podczas wykonywania tej fotografii (autor Tomas Rafa)
By Tomas Rafa

Lipiec
Lipiec 2012
By wybrać jakaś fotografię z lipca musiałem go najpierw przejrzeć. Jak wiele się działo. To jednak prosta sprawa. Im cieplej tym więcej fotografii powstaje i więcej się ich publikuje.

Ta fotografia powstała rankiem na początku lipca w Prudniku.

Sierpień
Sierpień 2012
Nowy Jork

Symbolicznie wrzucam jedną fotografię chociaż prosi się o całą niekończącą się serię. Ja wierzę mocno w pewien nieodwracalny proces podróżowania. Mianowicie, że podróżuje się po powrocie, oczywiście bez ujmowania całego przeżywania bycia i przemieszczania się. Wszak to właśnie po powrocie dopiero wszystko się układa w całość i zaczyna prawdziwie smakować.

Nigdy nie uważałem Stanów Zjednoczonych jako cel marzeń moich podróży, ale zawsze chciałem tam pojechać. Z bardzo prostej przyczyny. Od małego media i kultura (w jakimś stopniu) karmi nas tymi obrazkami i warto było porównać. Zawsze duże wrażenie na mnie robili i robią ludzie którzy byli gdzieś daleko. USA jest daleko, ale nie jest. Wsiadamy w samolot i wysiadamy. Lot trwa dajmy na to 12h, tyle co pewnie podróż Zakopane – Gdynia. Ale kiedy wyszedłem z dworca Jamaica w Queens nie mogłem uwierzyć, że jestem tu gdzie jestem. Może to nawet wydać się śmieszne, ale przez jakieś 24h nie mogłem sobie poukładać w głowie, że ot tak chodzę sobie po Nowym Jorku z aparatem.

Wyjazd do USA był z wielu względów szczególny. Po pierwsze wiele rzeczy stało się takich prostych (to przez inne dalekie podróże), po drugie można było dotknąć tych obrazków z dzieciństwa, po trzecie (co mam po raz pierwszy) przy opuszczaniu Nowego Jorku już za nim tęskniłem. Jak tylko nadarzy się okazja i czas wraca(my).

Prawie 22.000km

Wrzesień
Wrzesień 2012We wrześniu spacerowałem po małym przygranicznym miasteczku w którym szukałem moich wspomnień z dzieciństwa.

Terespol.

Październik
Październik 2012
Lubię ten miesiąc bo jest to taki zawsze wielki krok z ciepła w zimno. Zawsze było aktywnie. Udział w dwóch wystawach w X Galerii Bezdomnej z cyklem Instaxów w USA i „Warszawa w budowie 4”.

Listopad
Listopad 2012Media znowu zadały pytanie: czy będą się bić na 11 listopada? I młodzież znów nie zawiodła.
Wybieram ten kadr bo lubię jak coś się dzieje.
Wpisuję do mojego notatnika ten dzień pod kolorem czerwonym.

Grudzień
Grudzień 2012
Po spotkaniu z małym Hitlerem na Próżnej jakaś franca powaliła mnie na nogi. Tydzień z życia przy telewizorze. Koszmar jakiś.

Widzę, że grudzień to jakiś totalny zjazd. Nie mam czasu na fotografowanie dla siebie co oczywiście z nowym rokiem się zmieni bo inaczej wejść w nowy rok się nie da, nie można i nie pozwalam!

Na fotografii ambasador USA :)

I z tym uśmiecham kończę małą podróż po 2012 roku licząc, że za rok wrzucę tu więcej ciekawszych fotografii.