Neil Armstrong 1930-2012

„20 lipca 1969 roku jako dowódca statku kosmicznego Apollo 11 Armstrong wraz z Edwinem „Buzzem” Aldrinem dokonał pierwszego lądowania na Księżycu przy użyciu lądownika Eagle i jako pierwszy człowiek w historii postawił stopę na porytej kraterami powierzchni Srebrnego Globu. To wtedy wygłosił pamiętne zdanie: „To mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości”.”

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona

Arizona zawsze kojarzyła mi się z jednym. Z polskim filmem dokumentalnym o polskiej wsi gdzieś niedaleko Słupska. Jak to w upadłym PGR-rze. Większość mieszkańców żyła popijając tanie wino „Arizona”. Dokument lekko przerysowany, ale jest dobry. W mojej głowie ma miano „kultowego”. Kiedy dostałem się na ASP, okazało się, że Krzychu spotkał bohaterów tego dokumentu.

Wczoraj i przedwczoraj przejechaliśmy po tym stanie blisko 1000 kilometrów. Od strony Nevady wjeżdża się mostem. Nagle znajdujemy się w górach. Pada deszcz. Robi się chłodno. Prosta droga, powoli góry ustępują płaskim przestrzeniom i samotnie rozrzuconym punkcikom w których żyją ludzie. W większości nie są to domy murowane, ani drewniane, a przyczepy kempingowe. Im dalej w głąb stanu tym przybywa zielonych obrazków. Dzień kończy Grand Canyon, który wygląda dosłownie jak Mars. Niczym kadry z „Pamięci Absolutnej”. Ogrom tej przestrzeni zapiera dech w piersi. Do barierki podchodzę z zamkniętymi oczami. Pogoda nie rozpieszczała tego dnia. Wracając nocą, deszcz zalewał wszystko co miał na swojej drodze. Zresztą tego dnia kiedy ruszaliśmy z Las Vegas też padał deszcz. Na Sahara Avenue wielki potok wody przewalał się przez ulicę. Miałem zawsze przeczucie, że w Las Vegas nigdy nie pada. Błąd.

Jak przystało na kino drogi okno z motelu zaglądało na tory kolejowe i drogę. Historyczną szlak Route 66, którym chwile podróżowaliśmy. Dziś szlak tej trasy to I-40 bo od wielu lat Route 66 nie spełnia wymogów. Knajpki przy tym szlaku po prostu bajka. Z bronią wchodzić nie można.

Czwartek upłynął na kolejnej drodze. Tym razem z Flagstaff do stanu Utah. I muszę przyznać, że było to 550km pięknych widoków. Zachodu słońca który ciągnął się przez kilometry. Im dalej na północ tym zieleń ustępowała pomarańczowej barwie skały. Na niektórych odcinkach nie było widać żadnych osad. Gdzieś z daleka było widać stację paliw. To jedna z okazji by się zatrzymać i pofotografować okolicę. Pisałem już o tym, ale ciężko się zatrzymać tam gdzie człowiek chce. Podszedł do mnie Indianin i chwilę porozmawialiśmy. Dobrze, że człowiek może wsiąść w auto i ruszyć dalej. Ten odcinek trasy zadawał wiele pytań. Z czego żyją Ci ludzie? Raz na jakiś czas przy drodze można było spotkać drewniane budki w których „native americans” sprzedawali jakieś swoje hand made.

Słońce już powoli się chowało, a samochód przyśpieszał. Dosłownie na Horseshoe Band (meander rzeki Kolorado) biegłem, ale słońce mnie uprzedziło i zaszło. Ten kto fotografuje i mu się zmieni światło ten wie co czułem. Jak nigdy nie byłem jakimś pasjonatem fotografowania widoków tak tutaj nie da się nie zrobić fotografii. Zresztą fotografia nie oddaje tej wielkiej niekończącej się przestrzeni stanu Arizona.

Czerwony piasek. Pustkowia. Indianie. Route 66.

Nevada na drodze do Arizony

Z grubsza odpuszczę sobie kontynuowanie notki o Las Vegas. Jak tylko najdzie mnie ochota to wrzucę kilka fotografii. Zwyczajnie nie chce mi się, a może nie jest to warte aż takiej uwagi? Jest. Inaczej bym tam nie pojechał. Od dziś będę szanował wszystkie lokale imprezowe w Polsce o nazwie „Las Vegas”. Kicz też może mieć coś w sobie. Tylko w odpowiedniej dawce.

Południowa Nevada. Zawsze chciałem zobaczyć drogę wiodącą po amerykańskiej pustyni. Gorącym zakurzonym powietrzu. Wiem, że to jeszcze nie ten widok jaki chciałem zobaczyć, ale taki wstęp jest super.

W okolicach Las Vegas można zobaczyć wiele ciekawych miejsc. Oczywiście nie było i nie będzie czasu by zobaczyć te wszystkie miejsca. Generalnie muszę przyznać, że USA ma kilka swoich oblicz. Staram się jednak w większości zerkać na to przez oko wizjera w aparacie, ale tak się nie da. Po pierwsze zbyt wiele jest ciekawych miejsc by je zobaczyć, a co dopiero sfotografować. Po drugie zza szyby auta ciężko fotografować, nie mówiąc o prowadzeniu i fotografowaniu. Chociaż tempomat i automatyczna skrzynia biegów, a także styl i jakość dróg (tutaj) daje taką możliwość. Szkoda, że oczy nie można „drukować” tego co widziały i widzą oczy.

Nevada

Nevada

Nevada

Nevada

Nevada

Nevada

Za oknem przejeżdżają pociągi towarowe. Środkowa Arizona. Moje oczy już śpią.

Las Vegas I

Las Vegas

Za chwilę opuszczamy Las Vegas na zachód, a ja w tym wszystkim zapomniałem dodać wpis.

To miejsce jest bardzo fotogeniczne, ale delikatnie przerażające. Trochę jak Licheń. Miasto kiczu, hazardu, kontrastu i elektryczności. Wszystko wypełnione wysoką temperaturą.

Interstate 15

4120
4121
4122
4123
4124
4125
Droga między Kalifornią, a Nevadą.

Amerykańskie tracki, gorące powietrze i burza piaskowa. W głośnikach country i noga na gazie.

Tak jest dobrze.

Siesta

4119
Popołudniu znów trafiliśmy do Santa Monica.

Santa Monica

4114
4115
4116
4117
4118
Plaża. Widoki jak ze Słonecznego Patrolu. Pewnie tutaj wiele godzin moczył się sam Dejwid Hassellhoffoff razem z Pam. Słońce, lekki wiaterek. Znowu chyba autorzy jednej z części GTA wzorowali się na tym miejscu. To mnie zadziwia i strasznie raduje.

Dojechaliśmy tam typowym w USA hajłejem. Pierwsze 100 kilometrów po Los Angeles to koszmar. Po pierwsze pierwszy raz auto w automacie, drugi raz połapać się w ich oznaczeniach to istny dar. Nawet miły głos Pani w GPS-ie na nic. Left, Right. Kurde to w prawo czy w lewo? Na szczęście nowa setka wyszła już dobrze. Niby nic, ale odległości w LA są ogromne. Ciężko ocenić jazdę miejscowych, ale chyba spokojniej, grzeczniej. Szczególnie miło się jeździ koło największego lotniska w LA, LAX. Tak nisko lądujące samoloty, że przez chwile mieliśmy wrażenie, że jedziemy po pasie lotniska.

Wczoraj byliśmy na plaży niedaleko nas na Long Beach, dziś w Santa Monica. Zupełnie inni ludzie. Jazda komunikacją miejską nie do końca należy do przyjemnych, inaczej jest w Nowym Jorku. Tu i tam różni ludzie. W ogóle mam wrażenie, że NJ jest jakiś bliży niż LA. W tramwaju (metrze) w LA moją uwagę zwracają Latynosi z tatuażami na twarzy. Zawszę ich obserwuje przez okulary. Są lekko przerażający. Wielu ludzi nas zaczepia i pyta skąd jesteśmy. Dziś na plaży obok nas leżała para starszych ludzi mówiących po rosyjsku. Kiedy Pan po angielsku po zrobieniu nam zdjęcia moim aparatem, zapytał skąd jesteśmy jak mu odpowiedziałem po rosyjsku. Pan dalej nie chciał rozmawiać. Innym razem jakiś facet zaczepił mnie bo miał takie same sandały. Okazało się, że mieszka na Long Beach 30 lat, uwielbia sztukę i jest z byłej Jugosławii. Jego pracownikiem jest Polak. Polecił nam świetne miejsce na obiad. Pierwszy przesmaczny burger w USA.

Za oknem ciemna ulica. To Pacyfic Coast Highway. To droga z Los Angeles do San Francisco.

Hollywood

4106
4107
4108
4109
4110
4111
4112
4113
Hollywood. Chciałoby się napisać Hollyszit.

Jedna dług ulica na której znajdują się owe znane gwiazdy, pełno różnych budynków i od groma turystów. Każdy może kupić sobie dyplom „Super Wife” i zakupić Oskara. Nad całym tym miejscem widnieje napis HOLLYWOOD, którego jednak dziś nie sfotografowałem. Potrzebne jest już auto.

Im dłużej tu jestem tym widzę więcej dziwaków. Za oknem 40 stopni.

EWR – MSP – LAX

4105
Po całym dniu patrzenia w niebo melduję się w Los Angeles. Areoplan w Nowym Jorku się spóźnił więc przesiadka w Minneapolis była stresująca. Mam jakiś uraz do zgubionego bagażu więc sporo moich myśli krążyło dosyć bezsensownie koło mojego bagażu.

Lubię latać, patrzeć na ziemię z wysoka i podziwiać chmury. Twory kosmiczne.

Na zegarku 20:30, w Polsce 6:30. Za oknem ruchliwa ulica West Pacific Coast Highway. Sami Latynosi i Czarni. Wytatuowani, rapujący, mówiących coś do siebie. Tak wyglądały moje pierwsze chwile w Kalifornii. Jutro mam nadzieję będzie lepiej.

Zachodzące słońce rozlało się po rozgrzanym chodniku. Tego chciałem, to mam. GTA na żywo.