Kategoria: Los Angeles

Santa Monica

4114
4115
4116
4117
4118
Plaża. Widoki jak ze Słonecznego Patrolu. Pewnie tutaj wiele godzin moczył się sam Dejwid Hassellhoffoff razem z Pam. Słońce, lekki wiaterek. Znowu chyba autorzy jednej z części GTA wzorowali się na tym miejscu. To mnie zadziwia i strasznie raduje.

Dojechaliśmy tam typowym w USA hajłejem. Pierwsze 100 kilometrów po Los Angeles to koszmar. Po pierwsze pierwszy raz auto w automacie, drugi raz połapać się w ich oznaczeniach to istny dar. Nawet miły głos Pani w GPS-ie na nic. Left, Right. Kurde to w prawo czy w lewo? Na szczęście nowa setka wyszła już dobrze. Niby nic, ale odległości w LA są ogromne. Ciężko ocenić jazdę miejscowych, ale chyba spokojniej, grzeczniej. Szczególnie miło się jeździ koło największego lotniska w LA, LAX. Tak nisko lądujące samoloty, że przez chwile mieliśmy wrażenie, że jedziemy po pasie lotniska.

Wczoraj byliśmy na plaży niedaleko nas na Long Beach, dziś w Santa Monica. Zupełnie inni ludzie. Jazda komunikacją miejską nie do końca należy do przyjemnych, inaczej jest w Nowym Jorku. Tu i tam różni ludzie. W ogóle mam wrażenie, że NJ jest jakiś bliży niż LA. W tramwaju (metrze) w LA moją uwagę zwracają Latynosi z tatuażami na twarzy. Zawszę ich obserwuje przez okulary. Są lekko przerażający. Wielu ludzi nas zaczepia i pyta skąd jesteśmy. Dziś na plaży obok nas leżała para starszych ludzi mówiących po rosyjsku. Kiedy Pan po angielsku po zrobieniu nam zdjęcia moim aparatem, zapytał skąd jesteśmy jak mu odpowiedziałem po rosyjsku. Pan dalej nie chciał rozmawiać. Innym razem jakiś facet zaczepił mnie bo miał takie same sandały. Okazało się, że mieszka na Long Beach 30 lat, uwielbia sztukę i jest z byłej Jugosławii. Jego pracownikiem jest Polak. Polecił nam świetne miejsce na obiad. Pierwszy przesmaczny burger w USA.

Za oknem ciemna ulica. To Pacyfic Coast Highway. To droga z Los Angeles do San Francisco.

Hollywood

4106
4107
4108
4109
4110
4111
4112
4113
Hollywood. Chciałoby się napisać Hollyszit.

Jedna dług ulica na której znajdują się owe znane gwiazdy, pełno różnych budynków i od groma turystów. Każdy może kupić sobie dyplom „Super Wife” i zakupić Oskara. Nad całym tym miejscem widnieje napis HOLLYWOOD, którego jednak dziś nie sfotografowałem. Potrzebne jest już auto.

Im dłużej tu jestem tym widzę więcej dziwaków. Za oknem 40 stopni.